Tak zwana Liga Mistrzów

Sporo marudziłem przy okazji niedawnych igrzysk olimpijskich, mam tego świadomość. Jednak swój sceptycyzm sprowadzić mógłbym w zasadzie do podstawowego zarzutu: najbardziej razi w oczy powszechna komercjalizacja. Ta zaś, jak wiadomo, często zabija piękno sportu – i nie inaczej jest z dzisiejszą wersją idei olimpijskiej. Nic odkrywczego. Nie silę się na wygłaszanie nowatorskich tez, po prostu …

Czytaj dalej "Tak zwana Liga Mistrzów"

Businesswoman

W działach sportowych rozmaitych mediów natykam się na uporczywie podawaną informację o zwycięstwie A.Radwańskiej w tenisowym turnieju w New Haven – że zacytuję – „z pulą nagród 695,9 tys. dol.”. Okej, gratulujemy biznesowego sukcesu. Tylko dlaczego tego typu info w szpaltach sportowych? Co ta pani ma wspólnego ze sportem – doskonale pokazała na IO w …

Czytaj dalej "Businesswoman"

Babochłopy

Trzech facetów na olimpijskim podium w teoretycznym biegu kobiet na 800 metrów – przykry widok. Szkoda prawdziwych dziewczyn, które latami ciężko pracują na sukces, niestety natury nie oszukasz. Kiedyś wykonywano tak zwane testy płci, lecz z uwagi na polityczną poprawność już się ich nie praktykuje. A poziom testosteronu u zwycięskich babochłopów podobno zbliżony do męskiego. …

Czytaj dalej "Babochłopy"

Czas igrzysk

Nadchodzi czas igrzysk. Bardzo intensywny maraton kibicowski. Nie chcę pisać, że zupełnie mnie to nie interesuje, bo zwyczajnie minąłbym się z prawdą. Interesuje mnie, owszem, tyle że w stopniu dość umiarkowanym. Coś tam podczytuję, wiadomo, ale mało. Nie to, co kiedyś. Dawniej z dużym wyprzedzeniem analizowałem wnikliwie program imprezy, później bardzo dokładnie śledziłem przebieg rozmaitych …

Czytaj dalej "Czas igrzysk"

Tygrys w natarciu

Nawiązując do wpisu sprzed 2 miesięcy, przyznać muszę, że znowu wzięło mnie na tygryski. Sygnalizowałem wtedy w czym rzecz – jestem sympatykiem i jednocześnie kolekcjonerem starych peerelowskich książeczek wojennych, które pamiętam z dzieciństwa. Wiele tomików skażonych było propagandą (w mniejszym lub większym stopniu), lecz podkreślić wypada, że zdarzały się teksty neutralne, nieprzekłamane, całkiem atrakcyjne nawet …

Czytaj dalej "Tygrys w natarciu"

Jest moc

Przez kilka ostatnich dni delektowałem się ósmym tomem opowiadań Andrzeja Pilipiuka (Litr ciekłego ołowiu). Piszę o „delektowaniu się”, gdyż nie chciałem książki pożerać na jeden raz, choć jest tak napisana, że właściwie ciężko się odrywać i spokojnie można by ją łyknąć w ciągu jednego dłuższego posiedzenia. Zresztą jak w przypadku wszystkich poprzednich antologii Pilipiuka. Ale …

Czytaj dalej "Jest moc"

1945

Bardzo lubię dzienniki. Cenię diarystów, bo żeby napisać wartościowy raptularz, trzeba być niezwykle bystrym obserwatorem, mieć w sobie sporo wytrwałości i pokory, no i doskonale operować piórem. Bieżące, użytkowe, nierzadko emocjonalne i niedopracowane teksty spisywane przez naocznych świadków wydarzeń uważam za literaturę nie mniej ekscytującą, niż przemyślane, starannie skonstruowane, wielkie epickie powieści. O książkach opartych …

Czytaj dalej "1945"

Reanimowanie oświaty

Tuż po zakończeniu roku szkolnego gruchnęła wieść o planowanej przez MEN reformie – likwidacja gimnazjów, powrót ośmioletniej podstawówki, powrót czteroletnich liceów. Zasadniczo popieram. Oczywiście jak zawsze diabeł tkwi w szczegółach, dlatego nie deklaruję poparcia bezwarunkowego, nie ulega jednak wątpliwości, że coś z tym fantem zrobić należy. I to koniecznie, bo poziom współczesnego szkolnictwa jest żenujący. …

Czytaj dalej "Reanimowanie oświaty"

Godzina piąta minut trzydzieści

Tydzień temu wspominałem o rocznicy ukazania się płyty muzycznej Zbieram na piwo, dzisiaj nasuwa mi się inna jubileuszowa data – dzień wyjścia do cywila. Dokładnie 29 czerwca 2001 wbili mi w książeczce wojskowej tak zwaną rezerwę. Opuściłem koszary, półroczny okres służby dobiegł końca. Cieszyłem się wtedy jak dziecko. Wspomnienia, doświadczenia i przemyślenia (określenie „przygody” byłoby …

Czytaj dalej "Godzina piąta minut trzydzieści"