Minima-liści

Jesienią w mojej leśnej miejscowości zawsze pojawia się problem z liśćmi. Jest tego sporo, dużo, za dużo. Przy grabieniu masa roboty, trzeba się przy okazji nieźle nadźwigać i naszarpać. Lecz paradoksalnie to nie wysiłek fizyczny bywa tutaj najgorszy – najgorsze jest to, że z nagrabionym urobkiem nie wiadomo co robić.

Pisałem w ubiegłym roku o liściach „na wietrze historii”. Chodziło o wywózkę zaplanowaną na dzień 13 grudnia i wiadomy kontekst. Humorystycznie napomknąłem o skojarzeniu sąsiada, jak również o jego stanowczych zapewnieniach, że na pewno wszystko wywiozą (o ile nie wprowadzą stanu wojennego), bo zawsze wywożą, a w ogóle co niby ludzie mieliby z tymi liśćmi robić?

No właśnie, dobre pytanie. Otóż wtedy faktycznie jeszcze wywieźli – w tym roku niestety już nie.

Latem zmieniła się firma obsługująca gminny wywóz odpadów. Nie mnie wnikać w szczegóły. Zakładam, że procedura wyłonienia nowego partnera odbyła się uczciwie, po bożemu, bez wałków i przekrętów. W gruncie rzeczy nic mi do tego. Radnym nie jestem. Jestem mieszkańcem, płacę podatki i sumiennie reguluję ustaloną przez lokalną wierchuszkę należność za odbiór śmieci. Nie interesuje mnie, kto je wywozi – interesuje mnie efekt. To znaczy, żeby były na czas i w komplecie pozabierane.

Tymczasem nowy operator zastrzegł przezornie, że on jednorazowo bierze tylko (maksymalnie) po 6 worków z odpadami biodegradowalnymi. Więcej nie weźmie. Choćby się waliło i paliło – nie weźmie. Najwyraźniej wójt na taki numer przystał, przyklepali umowę, przeszło.

Niestety nadeszła jesień, a z nią – jak wiadomo – liście pospadały z drzew. Pojawił się problem: przed posesjami powystawiano znacznie więcej worków, niż przewiduje „ustawa”. Co teraz?

Mieszkańcy liczyli, że wygra zdrowy rozsądek i będzie jak co roku – czyli pozabierają. Tymczasem nic z tego. Nowy operator ściśle trzyma się ustalonych z wójtem reguł. Pozabierano tylko po sześć sztuk, reszta została. Została i czeka nie wiadomo na co. Przyjdzie zima, śnieg, mrozy. Żałosny to będzie widok. Tamci zjawią się zgodnie z harmonogramem za miesiąc i teoretycznie znów zabrać powinni każdemu mieszkańcowi sprzed ogrodzenia po 6 worków. Już sobie wyobrażam, jak w styczniu czy lutym ekipa starannie odgarnia śnieg, precyzyjnie odrywa przymarznięte worki i efektywnie pakuje je na swoją specjalistyczną machinę zdrętwiałymi od mrozu paluszkami. A ile w międzyczasie napatrzymy się na te wątpliwej urody opakowania?

Komuś wyraźnie zabrakło tu wyobraźni, ktoś tu za bardzo trzyma się nieżyciowych „przepisów”. Akcja z liśćmi jest jednorazowa, to znaczy spadają tylko jesienią. Jeśli wójt albo tamci od wywózki mieliby trochę oleju w głowach, to by wiedzieli, że po zabraniu wszystkich powystawianych worków w październiku, listopadzie czy grudniu – problem zniknie. I tak podjeżdżają co miesiąc, w miesiące letnie nawet trochę częściej. Powiedzmy łącznie 15-18 razy na rok przewijają się obok każdego domostwa. Razem daje to co najmniej 90 worków – zgodnie z „ustawą”. Nie zdarzyło mi się zaobserwować, aby ktoś miał więcej niż 90 worków przed posesją. Zabrać to jednorazowo i już. Zorganizować akcję, pozbyć się kłopotu. Reszta roku będzie luźniejsza, drzewa nie sypią liśćmi w kwietniu, maju czy czerwcu. Poprzednia firma kumała tę zasadę i wszystko było ok. A teraz? Teraz jakiś nawiedzony „zarządca” doszedł do wniosku, że należy ciąć wydatki. Kit z tym, że globalnie i tak żadnych oszczędności z tego nie będzie, bo być nie może. Ale przynajmniej jednorazowo panowie się nie napocą i nie napracują.

Nie wiem, jak się to dalej rozwinie. Podejrzewam, że ośnieżone straszydła stały będą po prostu na ulicach, konsekwentnie szpecąc krajobraz całą zimę – do wiosny albo jeszcze dłużej. A niech stoją. Niech straszą i przypominają, żeby w nadchodzących wyborach samorządowych podziękować fantazyjnie usposobionym włodarzom gminy.

Dodaj do zakładek Link.

2 odpowiedzi na „Minima-liści

  1. geoganek mówi:

    „panem et circenses”; Ostatnio ogłoszono ranking zadłużenia polskich gmin w 3 kwartale 2o17 roku. Gmina Poraj zajmuje w nim 99 miejsce! z zadłużeniem 24 253 803 zł, co daje 2 215 zł długu na jednego mieszkańca. Tymczasem wójt zachowuje się, jakby żadnych długów nie miał, chociaż NIK kontroluje właśnie UG (o czym większość mieszkańców nawet nie wie)! Czy obywatele podziękują w wyborach takiemu zarządcy? Trudno powiedzieć, wszystko zależy od tego, jak huczne i swojsko przaśne będą najbliższe dni Poraja.

    • Rafał Socha mówi:

      Jeśli wierzyć lokalnemu portalowi zycieporaja.pl – czarne chmury zbierają się nad szanownym panem wójtem. Regionalna Izba Obrachunkowa wydała właśnie negatywną opinię na temat tak zwanego programu naprawczego, a to oznacza, że budżet gminy napisze RIO, natomiast pan wójt będzie zmuszony go zrealizować. W związku z tym hucznych i swojsko przaśnych dni Poraja raczej nie należy się w tym sezonie spodziewać. O takiej bagatelce, że za opracowanie nieszczęsnego programu naprawczego poszło do firmy zewnętrznej trzydzieści ileś tam tysięcy złotych (rzecz jasna z kieszeni podatnika), nawet nie ma co wspominać. Wójt ma rozmach, szkoda tylko, że na rzeczy pożyteczne, jak na przykład zabieranie liści sprzed posesji mieszkańców, funduszy wyłuskać nie potrafi, natomiast na nieprzydatne dokumenty – a i owszem. Facet wyraźnie sobie nie radzi. Gdyby miał honor, dawno podałby się już do dymisji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *