Sportretowani

Kompletując nowe książkowe zamówienie, trochę przypadkowo trafiłem na książkę Mariusza Soleckiego Literackie portrety żołnierzy wyklętych. Nie ma co ukrywać, że mam swoje ulubione wydawnictwa, których katalogi śledzę ze szczególną uwagą. Gwarantujące poziom, starannie dobierające materiał, no i co nie jest bez znaczenia – bliskie mi światopoglądowo. Generalnie sięgam po klasykę (np. skompletowałem już w swojej biblioteczce niemal cały dorobek Sergiusza Piaseckiego – że posłużę się tutaj przykładem wydawnictwa LTW). Tym razem skusiłem się jednak na książkę współczesnego autora. Na dodatek nie beletrystyczną. Intrygującą, aczkolwiek wiadomo, jak bywa w praktyce – atrakcyjna tematyka nie gwarantuje jeszcze atrakcyjnej publikacji. Mówiąc kolokwialnie, świetny pomysł także można schrzanić.

Mariusz Solecki doskonale zrealizował projekt. Z rozmachem ukazał reprezentatywne obrazy żołnierzy podziemia antykomunistycznego w polskim powojennym piśmiennictwie artystycznym. Za sprawą oczytanego pasjonata mogłem odbyć fascynującą wędrówkę tropem beletrystycznych portretów, jakie zawarto w czterdziestu wybranych lekturach z lat 1948-2010. Tu należy podkreślić, że autor monografii lektury dobierał wedle subiektywnego klucza, może nawet trochę bez klucza, jak gdyby na chybił trafił (nie istnieje żaden wykaz, katalog czy spis utworów podejmujących tematykę powstania antykomunistycznego), no i kierując się zasadą, aby analizowana książka reprezentowała odpowiednio wysoki poziom artystyczny (słowem: pominięto cała masę „produkcyjniaków” rozmaitych pseudoliteratów).

Z przewertowanych tytułów generalnie obraz wyłania się smutny, aczkolwiek łatwy do przewidzenia: do roku 1989 o drugiej konspiracji pisano tylko źle, a i potem różnie bywało. Odnosi się to zarówno do postaci fikcyjnych, jak i autentycznych. Na kartach literackich utworów resortowi funkcjonariusze są na ogół kryształowi, szlachetni, bezinteresowni i rycerscy, natomiast ich „leśni” przeciwnicy obdarzani zostają najgorszymi cechami – podstępni, małostkowi, chciwi, nieideowi, cyniczni, no a przede wszystkim bezwzględni, okrutni, krwawi. Że nazywani „bandytami”, to rzecz oczywista.

Po szczegółową analizę odsyłam jednak do książki Soleckiego. Według mnie publikacja naprawdę godna uwagi. Warto kupić, przeczytać i mieć pod ręką u siebie na półce. Po pierwsze wciąga – powiedziałbym delikatnie – znacznie bardziej niż niejedna sensacja, kryminał czy thriller, po drugie inspiruje i zachęca do samodzielnego zgłębiania tematu.

Ponadto chciałbym podkreślić, że już od pierwszych stron Literackich portretów żołnierzy wyklętych (wydawnictwo LTW) czuć ogromną pasję autora. Nietrudno połapać się, jak narrator postrzega omawiane zagadnienia i jaki jest jego stosunek do analizowanego materiału. Analogiczna sytuacja, co w sygnalizowanej przeze mnie pozycji Mirosława Suleja (biografia „Orlika”). Zajmowałem się nią w ubiegłym roku na blogu i pamiętam, że ten aspekt narracji (to znaczy nieuciekającej od osobistych dygresji czy interpretacji) wielce przypadł mi do gustu. Podkreślałem to w ówczesnej notatce.

Wracając do pracy Mariusza Soleckiego, przyznam otwarcie, że około osiemdziesiątej strony poczułem się osobliwie dotknięty. Chodzi o bezpardonowe rozprawienie się, a właściwie o zmiażdżenie jednej z moich ulubionych książek mojego ulubionego pisarza, Tadeusza Konwickiego. Jako że od zawsze bardzo ceniłem powieść Rojsty, zrobiło mi się po prostu przykro. W rozmaitych miejscach wspominałem o Rojstach jako utworze dla mnie znaczącym, będącym wręcz czymś na kształt polskiego Na Zachodzie bez zmian. Pierwsza, młodzieńcza, ciężka, niewesoła, rozrachunkowa książka mistrza versus moje prywatne zainteresowania wojskowością, działaniami partyzanckimi, losami młodych ludzi na tle dziejowych wydarzeń… Rojsty są napisane, zresztą jak większość utworów Konwickiego, w narracji pierwszoosobowej, a to jeszcze bardziej działa, kusi, przemawia do wyobraźni. Typowy Konwicki, choć jednocześnie początkujący, jak gdyby lekko niewprawny, uczący się pisarskiego fachu. Krótko mówiąc, ta powieść nie jest pozbawiona wad, jednak ma swój urok i żyje swoim życiem.

Więc kiedy natrafiłem na jej bezwzględną analizę u Soleckiego, trochę zabolało. Nie podważam historyczno-interpretacyjnych wniosków zawartych w Literackich portretach żołnierzy wyklętych, autor ma faktycznie sporo racji. Oczywiście na obronę ulubionego pisarza i ja miałbym co nieco, ciekawa jest choćby geneza powstania tudzież wydania tamtego młodzieńczego tekstu, szczególne na tle czasów realnego socjalizmu, lecz nie będę tutaj drążył wątku Konwickiego i Rojstów. Powiem tylko tyle, że ich analizę w Literackich portretach żołnierzy wyklętych przeczytałem wyjątkowo wnikliwie – najpierw „z marszu” (znaczy podczas lektury całości), potem cofnąłem się i ponowiłem wgryzłem się w rozdział. A potem jeszcze kilkukrotnie wracałem „z doskoku” i podczytywałem urywki, bo nie dawała jakoś spokoju (taka cholera – zalazła za skórę!).

Ale kiedy wreszcie przemierzyłem całość monografii i doszedłem do jej zakończenia (rekapitulacji), uśmiechnąłem się. Jakoś tak kwaśno. Otóż w akapicie poświęconym gomułkowskiej odwilży Mariusz Solecki zauważa, że w powszechnie przyjętej narracji absolutnie nic się nie zmieniło (innymi słowy: pisarze nie wykorzystali krótkiej wprawdzie, aczkolwiek nadarzającej się okazji do opublikowania czegoś odważniejszego i bardziej obiektywnego), choć – cytuję – niby próbował Tadeusz Konwicki [ocieplić wizerunek Wyklętych], ale wyszła z tego „wojna akowsko-enkawudowska”, czyli groteska i fałsz. Inni wybrańcy nawet nie udawali, że próbują cokolwiek zmienić w spreparowanym przez propagandę modelu antypeerelowskiego partyzanta.

Lekko mi ulżyło.

Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *