Jazda na koksie

A jednak. Wykrakałem. Nie minął tydzień od mojego wpisu na inaugurację igrzysk w Rio, a już jest heca z dopingiem. Że coś takiego w ogóle wyniknie – uważałem za dość prawdopodobne, ale że z Polakami w rolach głównych – tego naprawdę nie podejrzewałem!

Zwyczajnie w pale się nie mieści, że trzech polskich olimpijczyków (w tym urzędujący mistrz z Londynu!) jechało na koksie. Lecz czy tylko oni? Sprawa nie jest do końca klarowna, bo chłopaków nie przyłapano na miejscu, nie po starcie, nie w wyniku kontroli międzynarodowej. Oni nawet nie zdążyli pokazać się na ciężarowym pomoście i zawalczyć o medale, a już zakończyli swoją przygodę z brazylijskimi IO. Próbki pobrano jeszcze w kraju. Dawno – 1 lipca. Normalnie powinny zostać przeanalizowane przed wyprawą do Rio, ba – przed nominacjami i ślubowaniem. Niestety tak się nie stało. Z jakiegoś powodu sprawę olano. Podobno wskutek awarii specjalistycznej maszynerii, lecz ja bym tutaj winą obarczał raczej czynnik ludzki – opieszałość, a w zasadzie niedbałość tych, którzy są przecież po to, aby wykonywać analizy (laboranci) i czuwać nad uczciwością reprezentantów (naczalstwo). Co z tego, że jedni nie mieli na czym popracować, a drudzy nie mieli wyników? Trzeba było ruszyć dupę, sprzęt naprawić albo chociaż wysłać gdzieś te całe próbki i nie byłoby spektakularnej wtopy. Ale ktoś machnął ręką, bo wakacje, bo urlopy, bo to czy sio. Takich rzeczy się nie olewa w przededniu najważniejszej imprezy czterolecia. Przykre, że nasze „jakoś to będzie” znowu dało o sobie znać.

A koksiarze? Cóż, robią głupie miny, paplają trzy po trzy, idą w zaparte, odgrażają się… Normalka. Stare porzekadło mówi, że to winny się tłumaczy. Nie jest wcale wykluczone, że gdyby teraz pobrać od gości po próbce, to każda z nich dałaby wynik negatywny i mogliby z powodzeniem zawalczyć o medale. Teoretycznie byliby „czyści”. Ale czy to byłoby fair?

Nie znam sprawy od podszewki, nie mam pojęcia, jak sport zawodowy funkcjonuje od środka. W szczególności dość specyficzne sporty siłowe, gdzie faceci (a od niedawna i kobiety) przerzucają tony żelastwa na katorżniczych treningach. Ja jestem tylko kibicem, więc nie wiem. Bo może to standard, że po cichu przyjmuje się koks, potem organizm „oczyszcza” i startuje w zawodach? Może. Ale jeśli tak, to pora wywalić podejrzane dyscypliny z programu igrzysk i nie robić dłużej ludzi w balona. O ile zakładamy, że istnieje jeszcze gdzieś czysty sport. Pewnie tak, pewnie gdzieś się uchował, tyle że – obawiam się – jedynie na poziomie amatorskim. A ten, jak wiadomo, w TV się nie sprzeda…

Wniosek? Taki jak przed tygodniem: szkoda czasu na ten cyrk. Lepiej poczytać dobrą książkę.

Dodaj do zakładek Link.

2 odpowiedzi na „Jazda na koksie

  1. geoganek mówi:

    Co więcej dochodzą słuchy, że sama Anita Włodarczyk stać się może wkrótce mistrzynią olimpijską z LIO w Londynie. Jakiś smrodek unosi się podobno wokół ówczesnych startów Tatjany Wiktorownej Łysienko… Takie historie zniechęcają niewątpliwie szczególnie tych kibiców sportowych, którzy prawdziwie wierzą w idee rywalizacji fair play. A tymczasem sport wyczynowy stał się – szczególnie dla sponsorów, ale nie tylko – źródłem olbrzymich dochodów. Warto przy okazji wspomnieć – odchodząc na chwilę od lekkoatletyki – o kwotach, które płacą kluby za transfery piłkarzy… Paul Pogba powrócił do MU za „jedyne” 105 mln euro! W jaki sposób ma sobie wyobrazić tę kwotę, np. przeciętny Polak, którego dochody nigdy nie osiągną tzw. średniej krajowej? Załóżmy taki kurs waluty, że 105 mln euro to jest 445 mln złotych. Zatem – przy obecnej średniej krajowej na poziomie 3 tys. złotych netto – szczęśliwiec, który średnią krajową w Polsce zarabia pracowałby na opłacenie transferu Pogba „zaledwie” 12 395 lat. 🙂 Ta kwota, tak przeliczona i wyrażona, daje lepszy obraz jej?… absurdalności!? To już chyba nie jest sport. A gdzie są pieniądze i biznes, tam często nie ma uczciwości i sentymentów. Czym zatem są dziś IO? Tylko uczciwą rywalizacją sportowców? Na pewno nie. A do tego wszelakie media… i ich umiejętność wyszukiwania i dorabiania ckliwych historyjek do wydarzeń sportowych. No cóż dziennikarze sportowi też chcą pokazać, że są potrzebni. A tymczasem Piotr Małachowski zdobył srebrny medal w rzucie dyskiem (Christoph Harting pobił przy okazji życiowy rekord), a przed nami występy Anity Włodarczyk (jest mocna!). Co pokaże nasza młodziutka biegaczka Ewa Swoboda w półfinale biegu na 100 m? Trzymam kciuki za udane starty naszych sportowców!

    • Rafał Socha mówi:

      Piłka nożna to już w ogóle odrębna bajka. Szokujące kwoty, jakimi się tam operuje, brane są oczywiście z sufitu. Nawet nasza rodzima „kopana” jest wyjątkowo przepłacona, co nie ma żadnego uzasadnienia. Poziom ligi słabiutki, momentami żenujący, a kasa stosunkowo duża (jak na zarobki przeciętnego Polaka). Dobry wyznacznik to nie ostatnie sukcesy reprezentacji, ale starty klubów w europejskich pucharach. Właściwie w eliminacjach, bo o zasadniczej fazie pucharowej (czyli wtedy, kiedy do gry wkraczają najlepsi) to ma jako takie pojęcie jedynie Legia Warszawa, reszta zaś uporczywie odpada z amatorami w I albo II rundzie wstępnej – czyli wtedy, kiedy zawodowcy z poważnych klubów relaksują się na urlopach (lipiec).
      Co do ewentualnej korekty klasyfikacji lekkoatletek sprzed 4 lat – ręce opadają. Wspominałem raz o przetasowaniu ciężarowców z Pekinu i majstrowaniu przy klasyfikacji sprzed 8 lat… Szok. Jak można gmerać przy medalach po tylu latach? Takie numery zupełnie zniechęcają mnie do obserwowania bieżących wydarzeń, dlatego bardzo pobieżnie śledzę doniesienia z Rio. Ale naturalnie trzymam kciuki – w szczególności za polskich lekkoatletów, którzy faktycznie robią ostatnio kawał dobrej roboty. Jeśli przypomnę sobie mizerię tej dyscypliny np. z okresu igrzysk barcelońskich (1992), to dzisiejsze wyniki są doprawdy imponujące. Tak trzymać!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *