Był sobie MegaTotal

Bodaj kilkukrotnie wspominałem na blogu o czymś takim jak serwis MegaTotal.pl. Z reguły wzmianki pojawiały się przy okazji nawiązywania do byłej aktywności muzycznej. Nic dziwnego – serwis funkcjonował jako stricte muzyczny. Odkryłem go w roku 2008. Rozkręcał się. Mój materiał demo zamieściłem chyba w czerwcu. Pod koniec roku udało mi się zebrać pulę na nagranie singla, później zebrałem jeszcze na drugą płytę, co zaowocowało longplayem Zbieram na piwo. Obie te megatotalowe produkcje rzetelnie przygotowałem, środki zostały uczciwie spożytkowane. Były to już czasy świetności serwisu. Gdy teraz przypominam sobie ów czas, naprawdę fajna przygoda. Twórcy portalu mieli świetny pomysł. Z rozmachem go realizowali. Zebrała się spora grupka użytkowników (wydaje mi się, że realnie było to kilka tysięcy osób). Strona śmigała aż miło, forum żyło swoim życiem, inwestycje sypały się dość żwawo, kolejni artyści regularnie zbierali „megatotale”, ukazywały się płyty. Megatotalowa wytwórnia zapisała piękną kartę w historii polskiej muzyki niezależnej minionej dekady (wydano blisko sto płyt).

Potem serwis zarżnięto. To znaczy teoretycznie funkcjonował on dalej, lecz usunięcie aspektu społecznościowego (głównie poprzez likwidację forum, ale też i kilka innych nieopatrznych pociągnięć) spowodowało zanik aktywności użytkowników. Stopniowo, nic nie działo się natychmiast. Ja jednak już wtedy oficjalnie wieszczyłem kres tego, co znaliśmy jako współfinansowanie muzyki przez fanów – pod szyldem MegaTotal. W geście protestu wycofałem swoje utwory. Pamiętam, że jeden z zagorzałych i najstarszych użytkowników (o nicku „Stiven”) prowadził rozpaczliwego bloga, punktował niekonsekwencję właścicieli serwisu, apelował o opamiętanie, ale wszystko to było po prostu bezsilnym krzykiem rozgoryczonego fana. No i nie przyniosło żadnego efektu – jak rzucanie grochem o ścianę. Do mnie też pisywał – i podkreślał, że jedynie ja (spośród artystów „wydanych” przez MT) zdobyłem się na wyrażenie formalnej opinii (krytycznej). Innym albo nie zależało, albo poszli swoją drogą, albo usiłowali przystosować się do wersji 2.0. Niestety szkopuł w tym, że ta wersja była z góry skazana na porażkę.

Być może wiedzieli o tym właściciele. Nie posądzam ich o perfidne działanie samobójcze, o zimną krew i tak dalej, ale niewątpliwie przeliczyli się. Już nie chciało im hulać to, co tak starannie przez cztery lata głaskali. Siła rozpędu nie pomogła. Niemniej wydaje mi się, że zawczasu wycisnęli z serwisu tyle, ile się dało – i w pewnym momencie inteligentnie postanowili się go pozbyć (w tym wypadku zamknąć albo jeszcze lepiej wygasić – jak, nie przymierzając, dzisiejsze gimnazja). Być może chodziło o jakieś unijne dotacje na „innowacyjność”, a że formalnie portal miał funkcjonować jeszcze przez ileś tam lat (żeby kasy nie zwracać), to i funkcjonował. Tyle że jak funkcjonował? W pewnym momencie po prostu umarł – i tylko jak duchy od czasu do czasu nawiedzali go jacyś zbłąkani użytkownicy, ażeby sentymentalnie wrzucić kilka groszy. Dla zasady. Artyści też oczywiście poodchodzili. Wszystko to trwało przez ostatnie 5 lat, nie pamiętam dokładnie. Ale upadek zaczął się chyba w roku 2012. Wtedy ja się wycofałem.

Miałem również konta fana (użytkownika). Miałem skromne udziały. Od czasu do czasu dokonywałem transakcji, to znaczy wspierałem jakiegoś ciekawego moim zdaniem artystę, czasem kupowałem jakąś wydaną przez późny MT płytę. Tak to szło przez parę latek.

Tymczasem dzisiaj wpisuję w przeglądarkę adres, żeby zobaczyć, co tam słychać, aż tu raptem… Raptem okazuje się, że serwisu nie ma. Znikł. Skończył się. Bez żadnego powiadomienia. Zamknięto interes, pewnie upłynęły jakieś mityczne terminy, kasy zwracać nie trzeba. Zamknięto też sklep! Najwyraźniej żaden z właścicieli nie jest już zainteresowany podtrzymywaniem trupa. Zombi – bo tak to szło od kilku lat. Szkoda.

Mam masę fajnych wspomnień, zostały mi na pamiątkę nagrania. Trochę boli niespożytkowanie do końca wszystkich środków, jakie jeszcze pozostały na koncie – no bo zamknięto cichaczem, bez uprzedzenia, nie dając cynku najwytrwalszym użytkownikom… Trudno. Jakoś przeżyję. W każdym razie wielkiego żalu nie mam. Wprawdzie może się okazać, że to jedynie przerwa czasowa, lecz wcale się nie zdziwię, jeżeli będzie to kapitulacja ostateczna. Mniej więcej po 10 latach od chwili narodzin.

Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *